środa, 9 maja 2012

zwykły dzień, zwykła szkoła, niezwykłe przeżycia..

No więc witam was po raz drugi. : *
Nie śmiejcie się, jeżeli .. no jeżeli śmiesznie pisze, bo się wkręcam. To mój początek, więc jeszcze nie jest idealnie. Ale będzie! przynajmniej mam taką malutką nadzieję
Dzisiaj dzień jak dzień. Rano wstałam, ubrałam się, uczesałam, zjadłam śniadanie, spakowałam się i usiadłam na fotelu z tego względu, że miałam jeszcze sporo czasu. Dojście do szkoły zajmuje mi nie więcej jak 15 minut, więc spokojnie chciałam wyjść o 7:40. Jednak te zachcianki przerwała moja mama, kiedy powiedziała, że tata zawozi ją do pracy. Hahahhaha. Wpakowałam im się do auta właściwie tacie, bo mama oczywiście jeszcze nie wyszła z domu. Popatrzyliśmy z tatą na zegarek. Była 7.50.
- yyy, tato.. może być zatrąbił, bo nie mam ochoty tłumaczyć się ze spóźnienia w szkole.
Po tych słowach tata zatrąbił. Ale oczywiście SUPER MAMA nie wychodziła. Patrzyłam na drzwi z nadzieją, że.. może w końcu wyjdzie.
7.53.
Mama wychodzi. Ja oczywiście radość w głębi na całego, ale i tak było trochę późno i coś czułam, że się spóźnię, bo musiałam szybko skoczyć po zeszyt.
7.55.
Jestem przy szkole, wysiadam z auta i biegiem lecę po zeszyt. Wbiegłam do papierniczego tak, to śmiesznie wyglądało, dobrze Ci się wydaje. Poprosiłam o zeszyt, pani wyciągała je kilkadziesiąt sekund, bo było ich masakrycznie dużo. Wzięłam pierwszy z brzegu i nawet nie popatrzyłam na okładkę. Zerknęłam na zegar w papierniczym.
_ " kurczę, 7:58. " - pomyślałam i położyłam szybko na ladzie trzy złote za zeszyt. Podziękowałam i wybiegłam. Minutę później byłam już w szatni. Zrzuciłam z siebie bluzę, zmieniłam buty i biegiem ruszyłam w stronę sali. I tu padło moje zdziwienie. Okazało się, że miałam na 8:50. Tak się wtedy zdenerwowałam, że walnęłam pięścią w ścianę. Poleciałam do czytelni i przesiedziałam w złości całą lekcje.
Tyle zachodu na marne. To był mój pierwszy taki ... poranek w biegu. Dziękuje za uwagę. Pa.
Ps. Tutaj kilka moich zdjęć. Sama robiłam, więc się nie śmiejcie.
  




                                                 No to właśnie ja. Eh. -.-




                                                    Asia. Przykro mi, ale zdjęć Mateusza nie mam,
                                                                     a gdybym miała, to na pewno bym to dobrze wykorzystała. :D 



  

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz